„Bezlitosny 2: Gotowy na śmierć”. Trzyma poziom oryginału

Drugi „Bezlitosny” („Dead On: Relentless II”) to wręcz modelowy sequel. W pierwszym filmie z 1989 r. detektyw Sam Dietz musi schwytać raczej przewidywalnego seryjnego mordercę – syna policjanta (w tej roli świetny Judd „Bender” Nelson), któremu nie udało się iść w ślady ojca, co spowodowało krwawą frustrację.
W „Bezlitosnym 2” (1992) Dietz depcze po piętach zabójcy, który ma inną, nieco bardziej skomplikowaną motywację, ponurą przeszłość, a jego natura wydaje się lepiej pogłębiona oraz mniej oczywista. Nowy zabójca ma też doświadczenie nabyte w tajnych służbach i siatkę kontaktów. Wie jak przemykać pozostając niezauważonym, jak wtapiać się w tłum, ukryć się i uderzać znienacka.
Jakby tego było mało – małżeństwo Dietza wisi na włosku, bo ukochana żona Carol i syn Cory w pierwszym filmie sami padli ofiarami mordercy, który wtargnął do rodzinnego domu Dietza i trzymał ich na muszce. Sam Dietz nie widzi jednak potrzeby, by chodzić na terapię. Jak każdy policyjny twardziel uważa, że poradzi sobie bez konowałów. I dlatego właśnie jego życie osobiste jest w strzępach.
W „Bezlitosnym 2”, sprzymierzony z szemranym agentem FBI, z przełożonymi dyszącymi mu na karku i z rosnącą renomą świra, który nie wie, kiedy odpuścić – będzie musiał dać z siebie wszystko, by schwytać mordercę i jakoś odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Podobnie jak w pierwszym filmie, tożsamość mordercy jest widzom doskonale znana już od pierwszych minut. Poznajemy jego twarz, nawyki i charakter – nie będzie więc w finale zrywania masek i obnażania kłamstw bohaterów, których nikt nie podejrzewał o podwójną grę. W sequelu w zabójcę wciela się Miles O’Keeffe, aktor doskonale znany fanom hitów ery VHS. Był tytułowym Atorem w słynnej w wąskich kręgach serii fantasy z lat 80., Tarzanem z filmu z 1981 r., a na koncie ma jeszcze kilkanaście innych ról w akcyjniakach klasy B. W „Bezlitosnym 2” sprawdza się dobrze w roli mordercy – milczącego, ze strapioną miną i determinacją w oczach. To interesujące, zobaczyć go w roli innej niż kreacja kolejnego herosa w obcisłych gatkach.
Sama Dietza znowu gra Leo Rossi, aktor o twarzy tak sympatycznej, że teoretycznie kompletnie nie pasującej do wizerunku twardego gliniarza. A jednak Rossi – znany m.in. z filmów „Halloween II”, „Dobry i zły glina” oraz „Depresja gangstera” – jakoś sprawia, że jego Dietz jest przekonujący. W filmie wystąpiła też Meg Foster, która w Carol wcieliła się już w pierwszej części. Tu jej rola jest znacznie mniejsza, ale jej pojawienie się na ekranie sprawia, że historia Sama jest spójna.
W roli agenta FBI, który ewidentnie coś ukrywa wystąpił Ray Sharkey, którego możecie kojarzyć z filmów „Psi żołd”, „Deszczowy zabójca” oraz „Piekło zza krat”.

„Bezlitosny 2” to przeciętny, ale klimatyczny thriller. Trzyma poziom oryginału, wciąga i intryguje. Klimatyczne zdjęcia rozgrywające się w obskurnych zakamarkach Los Angeles też działają na korzyść sequela, który wyreżyserował Michael Schroeder, facet od „Rzeki przeklętej” i „Cyborga 2: Szklanego cienia”. W kolejnych latach – 1993 i 1994 – powstały dwie kontynuacje „Bezlitosnego 2”. Dietz znowu ściga w nich zabójców, choć jakby z mniejszym przekonaniem.