„Mroczny trop”. Eric Roberts jak Tom Cruise, ale taniej

Eric Roberts cieszy się dziś sławą faceta, który nie odrzuca propozycji ról (na koncie ma ich blisko 600), nawet jeśli leży to w jego interesie. W latach 80. zgarnął nominację do Oscara za drugoplanowy występ w „Uciekającym pociągu”, ale już w kolejnej dekadzie po dawnych sukcesach nie było nawet śladu. Ponury świat produkcji przeznaczonych od razu na półki wypożyczalni VHS pochłonął bez reszty Robertsa, który świetnie odnalazł się w krainie thrillerów, lekkich erotyków, kina akcji i sci-fi. „Mroczny trop” jest na to świetnym przykładem. To film z 1996 r. – tani, ale pomysłowy. Jeden z tych, które niedociągnięcia fabularne i realizacyjne nadrabiają klimatem.
„Mroczny trop” to thriller sci-fi wyreżyserowany przez Jonathana Heapa, który na koncie ma m.in. dramat „Po latach” z Donaldem Sutherlandem, oraz „Zieloną rebelię” ze Stephenem Baldwinem. Scenariusz napisany został przez Johna Penneya, który zasłynął m.in. horrorami „Powrót żywych trupów III” oraz „The Kindred”.

fot. kadr z filmu

Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Młodociani przestępcy są coraz bardziej zwyrodniali – pozbawieni opieki dorosłych i kręgosłupów moralnych sieją strach i zniszczenie na ulicach wielkich miast. W jednym z nich prawa pilnuje detektyw Dylan Cooper – niepokorny glina o krzywym uśmieszku Erika Robertsa. Cooper traktuje kochających chaos niedorostków jak pełnoprawnych zwyrodnialców. Do czasu, gdy przed gangiem handlarzy narkotykami będzie musiał chronić nastoletniego chłopaka, w którym ujrzy siebie sprzed lat. Ale gdyby to miało być sedno fabuły, to pewnie czulibyście się rozczarowani. I ja też.

fot. kadr z filmu

Na szczęście, w „Mrocznym tropie” chodzi o to, że z przyszłości przybywają do świata Coopera futurystyczni także z wyglądu agenci specjalni, którzy mają za zadanie wyeliminować młodych kryminalistów, nim staną się dorośli i dokonają okrutnych czynów. Wierzący w odkupienie Cooper będzie musiał sobie zadać pytanie, czy warto dawać młodym zbirom drugą szansę. Tak, jak on kiedyś otrzymał swoją…

Nie chcę zdradzać zbyt wiele szczegółów na temat fabuły, bo twórcy filmów o podróżach w czasie zwykle przewidują jakieś zwroty akcji. I tych w „Mrocznym tropie” nie brakuje. Podobnie jak całkiem widowiskowych wybuchów – choć może jest ich nieco nazbyt wiele, oraz ciekawych efektów specjalnych. Są też pościgi (w jednym z nich bohater Robertsa traci portki) i hałaśliwe strzelaniny. W drugiej połowie – jest też zbyt wiele moralizatorstwa, a całość kojarzy się z późniejszym o sześć lat, kosztującym grube miliony „Raportem mniejszości”, w której z podobnymi dylematami do tych Coopera mierzył się bohater Toma Cruise, wymyślony najpierw na potrzeby literatury przez Philipa K. Dicka.

Ale „Mroczny trop” nawet z dydaktycznym smrodkiem pozostaje sympatycznym kinem akcji, w którym Robertsowi partnerują m.in. znana z serialu „The Walking Dead” Laurie Holden, Nick Mancuso (dwie części „Liberatora” z Seagalem), Saul Rubinek („Prawdziwy romans”) oraz wspaniała Emily Perkins, czyli Brigitte z serii filmów „Zdjęcia Ginger”.