„Nieoczekiwany atak”. Rutger Hauer jako prawie sympatyczny psychopata

Trudno nazwać atak „nieoczekiwanym”, jeśli na okładce kasety VHS Rutger Hauer spogląda krzywo z ciemności i ewidentnie coś kombinuje. Oryginalny tytuł sprzedawanej u nas pod tytułem „Nieoczekiwany atak” produkcji to „Blind Side”, co można przetłumaczyć jako „Martwy punkt”, a to o wiele bardziej pasuje. Zwłaszcza, że film opowiada o parze, która już w pierwszych minutach zabija na meksykańskim bezdrożu człowieka, który ginie pod kołami ich jeepa.
Reżyserem „Nieoczekiwanego ataku” jest Geoff Murphy, facet, którego cenię sobie bardzo za filmy „Młode strzelby 2” i „Freejack. Oba efekciarskie, to prawda. Ale widać w nich wyczucie Murphy’ego – zwłaszcza w kreowaniu czarnych charakterów. „Nieoczekiwany atak” powstał na zlecenie stacji HBO, ale pokazywano go na dużym ekranie w kilku europejskich krajach. U nas wyszedł na kasetach VHS, dostępny jest też z lektorem na serwisie YouTube.

fot. kadr z filmu

„Nieoczekiwany atak” Rutgera Hauera

Nie ma się co oszukiwać – to film Rutgera Hauera, który wciela się tu w naczelną kanalię i jak zwykle robi to wspaniale. Być może znajdą się tacy, których powtarzane tu przez niego grymasy z „Autostopowicza” znużą, ale na pewno nie mnie. Hauer błyszczy tutaj w towarzystwie Rona Silvera (on był z kolei świetnym czarnym charakterem w „Strażniku czasu”) i Rebecki De Mornay („Ręka nad kołyską” i „Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym”).
Ci grają Kainesów, oddane sobie małżeństwo z Kalifornii. Na co dzień prowadzą firmę meblową, ale ona jest w ciąży, jadą więc na wakacje do Meksyku. Tam, na kiepsko oświetlonej, bocznej drodze zabijają policjanta, który znienacka wchodzi na drogę.
Wstrząśnięci wracają do USA i przysięgają sobie, że nikomu nie powiedzą, co się wydarzyło. On proponuje, że weźmie winę na siebie (ona prowadziła), żadne z nich nie chce skończyć w meksykańskim więzieniu. Powoli wracają do rzeczywistości, ale spokój ducha nie będzie im oczywiście dany.

fot. kadr z filmu

Tutaj na scenę wchodzi ON – w kowbojskim kapeluszu, nieco zmięty, o jasnoniebieskim, lodowatym spojrzeniu. Hauer gra włóczęgę, który pojawia się w życiu bohaterów nagle. Mówi, że szuka pracy w ich firmie, ale tu rzuci półsłówko o Meksyku, tam zastanowi się nad tym, jakich to rzeczy można być świadkiem siedząc na poboczu drogi. Pieniądze w sumie go nie interesują, bawi go dręczenie Kainesów dla samego sportu, napawa się przewagą, jaką ma nad nimi. I strachem, jaki w nich budzi. Zaczyna sobie poczynać coraz śmielej włażąc butami w ich życie, szafując znaczącymi półuśmiechami. Czy faktycznie widział wypadek? Jaki sekret ukrywa?

fot. kadr z filmu

Trzyma w napięciu

Odpowiedzi na te pytania nie są bardzo zaskakujące, ale „Nieoczekiwany atak” to nieźle skonstruowany thriller, który trzyma w napięciu. Hauer zaś naprawdę odstręcza, choć w kilku scenach korzysta ze swojego nieodpartego uroku sprawiając, że Shell staje się nawet sympatyczny na swój psychopatyczny sposób.

Finał filmu nie rozczarowuje, choć też jest raczej przewidywalny. Nadrabia jednak widowiskowością, co akurat przy telewizyjnych produkcjach nie jest takie oczywiste. W rolach drugoplanowych zobaczycie jeszcze Mariskę Hargitay i Jonathana Banksa, dziś już gwiazdy telewizji – ona wybiła się dzięki serialowi „Prawo i porządek”, on – „Breaking Bad”.