„Pirania”. Roger Corman znowu recyklinguje

Chyba nikt nie ma złudzeń, czego można spodziewać się po filmie zatytułowanym „Pirania”, reklamowanym plakatem z wyszczerzoną paszczą drapieżnej ryby. Ten akurat jest nową wersją filmu z 1978 r., który wyprodukował Roger Corman. Corman w połowie lat 90. podpisał umowę ze stacją Showtime, która emitowała przez dwa sezony filmowy cykl „Roger Corman Presents”. Słynny producent i reżyser w ramach tej serii zrealizował na nowo swoje klasyczne hity i dorzucił garść nowych.

„Pirania” z 1995 r. to więc remake ze znacznie mniejszym, telewizyjnym budżetem, wyreżyserowany przez Scotta P. Levy’ego, który na potrzeby cyklu wyreżyserował też horror „Dom potępieńców”.
„Pirania” to więc historia Maggie McNamary (znana z serialu „Słoneczny patrol” Alexandra Paul), prywatnej śledczej, która szuka zaginionej siostrzenicy pewnego bogacza na terenie przylegającym do dawnego wojskowego laboratorium, w którym prowadzone były ryzykowne badania na uzbrojonych w ostre jak brzytwy zęby piraniach.

fot. IMDB

Widz wie, co stało się z zaginioną, bo w pierwszej scenie zobaczył jak beztrosko tapla się w wodzie w towarzystwie ukochanego, ale Maggie jeszcze nie wie. Dlatego prosi miejscowego speca od środowiska, zgorzkniałego po rozwodzie Paula Grogana (znany z serii grozy „Dom” i serialu „Perry Mason” William Katt) o pomoc w przeszukaniu terenu.

Córka Grogana (młodziutka Mila Kunis debiutująca tu na ekranie) spędza lato na pobliskim letnim obozie i wszystko wskazuje na to, że piranie planują pożreć wszystkie przebywające tam dzieciaki. I jeszcze kilku miejscowych, którzy nieopatrznie przyjdą świętować otwarcie pobliskiego resortu. Wiecznie sprzeczająca się para głównych bohaterów musi więc jakoś temu zaradzić.

fot. IMDB

Na szczęście, „Pirania” zrealizowana jest z przymrużeniem oka, nie wiem jaką męką byłoby oglądanie filmu, który przy mikrym budżecie próbuje dotrzeć do widza z ekologicznym przeslaniem, a przy okazji go przestraszyć. „Pirania” doskonale rozumie, czym jest. Ogląda się to przyjemnie, ze świadomością, że nie czeka nas w czasie seansu absolutnie żadne zaskoczenie.

Obsada została dobrana umiejętnie, Katt i Paul to niezły duet, który ma ekranową chemię. Czego nie da się niestety powiedzieć o gumowych, poruszających się z zatrważającą prędkością piraniach. Zresztą, część scen to zrecyklingowane sekwencje z oryginału, wiadomo więc, czego można się spodziewać.