„Gunhed”. Strasznie nudne widowisko

„Gunhed” („Ganheddo”) to filmowe dziwadło z 1989 r., o którego istnieniu dowiedziałam się całkiem niedawno. Jak to możliwe, że ten japoński akcyjniak science-fiction – o którym James Cameron mówi, że jest to jego „ulubiony film klasy B” – zna tak mało osób? Cóż. Może dlatego, że jest klasycznym przykładem przerostu formy nad treścią. „Gunhed” to kino efektowne ale puste. A to nawet w świecie filmów klasy B stanowi przeszkodę czasem nie do pokonania. Zwłaszcza w połączeniu z fatalnymi dialogami (film był też dubbingowany na potrzeby międzynarodowej dystrybucji) i papierowymi postaciami, których zachowanie jest tak sztampowe, że nawet występujące w filmie roboty wypadają nieco bardziej ludzko.
Fabuła „Gunhed” powstała na niezwykle pewnym fundamencie: inspiracją była produkcja „Godzilla vs. Biollante”, w której Godzilla walczy z gigantycznym robotem. Scenariusz „Gunhed” napisał reżyser filmu – Masato Harada – do spółki z Jamesem Bannonem, który na koncie ma jeszcze scenariusz „spotkania ze śmiercią” z Mickeyem Rourkiem i Dannym Trejo. Harada to natomiast także okazjonalny aktor – w „Ostatnim samuraju” Edwarda Zwicka wcielił się w Omurę.

„Gunhed”, 1989

Akcja filmu rozgrywa się w 2038 r., a więc nawet z naszej perspektywy w całkiem niedalekiej przyszłości. Po tym jak w latach 30. XXI w. ludzkość wynalazła nową technologię, wielkie korporacje zaczęły kontrolować świat przy pomocy zaawansowanych technologicznie komputerów. Ostatecznie jednak maszyny się zbuntowały, a roboty wypowiedziały ludziom wojnę. Grupa łowców skarbów przybywa na małą azjatycką wyspę (przez ostatnie dwie dekady zarządzaną przez sztuczną inteligencję) w poszukiwaniu komputerowych czipów składowanych tam w dawnym centrum dowodzenia. Na miejscu okaże się, że A.I. nie jest do nich nastawiona zbyt przyjaźnie, poznają też łowczynię robotów Nim (wspaniała Brenda Bakke znana m.in. z filmów „Hot Shots 2” i „Rewolwerowcy”), której partner zginął w czasie pogoni za zbuntowanym androidem. Nim i pozostały przy życiu łowca Brooklyn (znany z filmu „Godzilla kontra destruktor” Masahiro Takashima) muszą wydostać się z placówki wspólnie, a przy okazji pokonać androida, z którym Nim już się starła. Gdzieś po drodze spotkają też grupkę dzieci naukowców, którzy zginęli w czasie przejęcia władzy nad centrum przez roboty i budują robota. Po co jednak to wszystko? To pytanie pozostaje niestety bez odpowiedzi.

„Gunhed”, 1989

Może ten opis fabuły nie brzmi najgorzej, ale „Gunhed” to film niewyobrażalnie nudny i pozbawiony emocji. Trzeba jednak przyznać, że robi wrażenie od strony wizualnej. Zdjęcia, scenografia i efekty specjalne wyglądają, jakby mogły spokojnie powstać nawet w 2000 r., a więc 11 lat po rzeczywistej premierze filmu. Być może to kwestia tłumaczenia na język angielski (a może jednak kiepskiego scenariusza), ale nieporadne dialogi naprawdę psują odbiór „Gunhed”. Szkoda, bo to interesująca produkcja, która mogła zająć honorowe miejsce wśród cyberpunkowych perełek science-fiction klasy B, a tymczasem jest jedynie ciekawostką.