Rock 'n' Rule, fot. Orion

„Rock & Rule”. Animowany, rockowy musical dla dorosłych. Iggy Pop i Lou Reed dubbingują

Iggy Pop, Lou Reed i Debbie Harry w jednym filmie. Co prawda, animowanym i w rolach zmutowanych po wojnie nuklearnej myszy i kotów, ale kiedy udaje się zebrać takie nazwiska w jednym projekcie, wszystko inne schodzi na dalszy plan. „Rock & Rule” to jedna z najciekawszych animacji lat 80. Niedługo stuknie jej 35 lat, wciąż jest świeża, zabawna i muzycznie doskonała. Mimo że soundtrack do filmu nigdy się nie ukazał, kawałki wykonywane przez Popa, Reeda i Harry wciąż żyją. A sam film jest dziś kultowy. Choć niewiele brakowało, aby przepadł na zawsze.

Rock ‚n’ Rule, fot. Orion

Za „Rock & Rule” odpowiada kanadyjskie studio Nelvana, które powstało w latach 70. i na początku lat 80. zaczęło pracę nad swoim pierwszym animowanym filmem pełnometrażowym „Rock & Rule”, odrzucając wcześniej ofertę wyprodukowania antologii „Heavy Metal”. Rysownicy z Kanady dali nam później „Troskliwe misie”, żółwia Franklina, animowaną Pippi Pończoszankę, „Opowiastki z krypty” i kilkadziesiąt innych kreskówek, które każdy z nas oglądał z zapartym tchem.

Ich pierwsza animacja była jednak mroczna, pełna seksu, narkotyków i poważnych dylematów moralnych, co zresztą poskutkowało wycięciem kontrowersyjnych scen. „Rock & Rule” ma dziś dwie wersje – amerykańską i kanadyjską. W kinach „Rock & Rule” pojawiło się tylko na chwilę, w limitowanej liczbie kopii. Ale film zaczął żyć poza salami kinowymi, na taśmach VHS, w telewizji. Szybko stał się kultowy, i po latach, w 2005 roku wydano go wreszcie na DVD.

Fabuła „Rock & Rule” jest prosta. W 1983 roku wybucha III wojna światowa. Ludzie zginęli, narodził się nowy gatunek, który stworzyły bezdomne, żyjące na ulicy zwierzęta. Lata później Mok, legendarny, starzejący się muzyk szuka głosu o wyjątkowej sile. Takiego, który otworzy portal między wymiarami i uwolni demona, który zniszczy świat, a przy okazji uczyni Moka nieśmiertelnym.

Właścicielką głosu poszukiwanego przez Moka jest jasnowłosa Angel, która wraz z podkochującym się w niej Omarem i dwoma kumplami śpiewa w obskurnych barach. Mok słyszy jej śpiew i zaprasza kapelę do siebie. Szybko pozbywa się chłopaków i porywa Angel. Teraz, przy dźwiękach ostrego punka Omar z przyjaciółmi musi uratować nie tylko swoją wokalistkę, ale też cóż…cały świat.

Rock ‚n’ Rule, fot. Orion

Iggy Pop, Lou Reed i Debbie Harry obdarzyli bohaterów swoimi głosami w partiach wokalnych. Film ogląda się jak długi, animowany teledysk, piosenek jest sporo i są rewelacyjne. Moja ulubiona to „Born to Raise Hell” Cheap Trick, choć „My name is Mok” Lou Reeda też wgniata w fotel. Co ciekawe, autorzy scenariusza chcieli, żeby Mok nazywał się Mok Swagger, ale nie zgodzili się na to spece od wizerunku Micka Jaggera. Uznali najwyraźniej, że „starzejący się” gwiazdor rockowy ma nieco zbyt wiele wspólnego z wokalistą The Rolling Stones. Ostatecznie Mok występuje w filmie bez nazwiska. Omar, pyskaty ukochany Angel zaprojektowany został na wzór Jamesa Deana, a nad filmem pracowało łącznie ponad 300 rysowników.

Rock ‚n’ Rule, fot. Orion

„Rock & Rule” kosztowało więc całkiem sporo, bo osiem milionów dolarów. W ciągu niemal 35 lat przyniosło jednak producentom prawie 30 milionów zysku. Recenzenci rozpływali się nad wizją przyszłości, głębią animacji i muzyką wykorzystaną w filmie. Jeden z nich napisał nawet, że film wyreżyserowany przez Clive’a A. Smitha to „ambitne arcydzieło i triumf animacji”. Całkiem nieźle, jak na pierwszą animację drugorzędnego, kanadyjskiego studia, prawda?