„Jean-Claude Van Johnson”. Jean-Claude Van Damme głośno śmieje się z siebie. I was też

Jean-Claude Van Damme cierpi na depresję. Kiepsko mu idą jego popisowe kopniaki z półobrotu, a o szpagacie lepiej nie wspominać. Zgorzkniały, odcina kupony od dawnej sławy, chowając się przed światem w luksusowej rezydencji, w której z kranów płynie mleko kokosowe. Kiedy ogląda w lustrze swoją nieco opadniętą twarz, w tle leci melancholijna, francuska muzyka. To jasne, że lata świetności ma już za sobą. Legenda kina VHS, gwiazda „Krwawego sportu” i „Kickboxera” teraz już zapomniana, musiała zrobić miejsce młodszym kolegom, którzy w scenach akcji polegają na CGI. Ale czy to już naprawdę koniec Van Damme’a? Nie dajcie się zwieść.

fot. Amazon Studios

Serial „Jean-Claude Van Johnson” ma tylko sześć odcinków. Tylko, bo po obejrzeniu pierwszego –  i jedynego – sezonu czułam wielki niedosyt. Produkcja platformy Amazon Studios to genialna satyra na kino i sławę, w której Van Damme szarżuje, naśmiewa się sam z siebie i swoich fanów. Może i gwiazdor jest bliżej sześćdziesiątki niż kiedykolwiek, może nie potrafi już zrobić szpagatu ot tak, na zawołanie. Ale wciąż jest największą gwiazdą kina akcji w historii.

fot. Amazon Studios

Po depresyjnym początku, z którego jasno wynika, że u Jean-Claude’a nie jest najlepiej, okazuje się, że w gwieździe tli się jeszcze wola walki. Wszystko za sprawą miłości. Kiedyś, zakochał się w pięknej Vanessie, stylistce włosów, z którą współpracował na licznych planach filmowych. Teraz pragnie tę miłość odzyskać i postanawia wrócić do gry wymuszając na swej agentce, aby załatwiła mu rolę w nowym gniocie kręconym w zapomnianym zakątku Europy (Bułgarii). Nowy film to oparte na „Przygodach Hucka Finna” kino akcji, w którym Tom Sawyer jest blondynką w przyciasnym gorsecie, a czarny charakter to ojciec Hucka obnoszącego zmęczoną fizis Van Damme’a. Ale nie to wcale jest tu istotne. Bo okazuje się, że Van Damme nigdy nie był tylko gwiazdą kina akcji. Od dłuższego czasu, jako Jean-Claude Van Johnson był też tajnym agentem, który wyruszał na niebezpieczne misje po płaszczykiem produkcji filmowej. Tym razem, sterany życiem i nieco zardzewiały – ma rzucić wyzwanie bułgarskiej mafii narkotykowej.

fot. Amazon Studios

Fabuła serialu „Jean-Claude Van Johnson” bywa głupawa, ale nie jest w ogóle istotna. Najważniejszy jest Van Damme nabijający się w każdym odcinku ze swej przebrzmiałej sławy, swoich filmów i uwielbienia fanów. Jest tu scena, która od razu kazała mi serial Amazona pokochać. Van Damme spotyka w należącej do mafii opuszczonej fabryce swego sobowtóra – niezbyt rozgarniętego Bułgara Filipa, który wygląda jak jego brat bliźniak. Tylko bardziej zarośnięty. Wmawia przygłupiemu Filipowi, że jest jego wersją z przyszłości. Zupełnie jak w opisywanym już przeze mnie „Strażniku czasu”. Podduszając Bułgara,Van Damme mówi mu, że ma niezwykle dobry gust filmowy. Dlaczego? Bo „Strażnik czasu” to ukochany film Filipa.

fot. Amazon Studios

Sporo jest w tym serialu smaczków, które wychwycą tylko fani aktora. Tacy, którzy oglądali wszystkie jego filmy, nawet z tego niechlubnego okresu po 1995 roku, kiedy to belgijski aktor chwytał się każdego scenariusza, jak tonący brzytwy i wegetował w mrocznym zakątku Hollywood. Na szczęście – te czasy już minęły. Van Damme daje tu popis nie tylko przewrotnego poczucia humoru, ale też – naprawdę świetnego aktorstwa. Że ma dystans do siebie udowodnił już w nakręconym przed dziesięcioma laty „JCVD”, dramacie, w którym grał siebie, zmęczonego i wzgardzonego przez Hollywood.

fot. Amazon Studios

„Jean-Claude Van Johnson” to zresztą podobno pomysł samego aktora, który wpadł na niego już w 2013 roku. Serial wyprodukował maczający palce w wielu ostatnio produkcjach telewizyjnych Ridley Scott, a każdy kadr daje do zrozumienia, że wpakowano w niego niemałe pieniądze. Oprócz Van Damme’a, na ekranie dają z siebie wszystko m.in. Kat Foster („Rebirth”, „Dopóki śmierć nas nie rozłączy”) i rewelacyjny Moises Arias, 22-letni aktor znany m.in. z „Pitch Perfect 3” i „Królów lata”.

fot. Amazon Studios

Jest tu sporo nostalgii, a pomiędzy czasami dość prostymi żartami kryje się też refleksja. Refleksja nad przemijającą sławą, nad masowym kręceniem głupkowatych filmów i bezmyślnością widzów. Nie brak też naprawdę rozbrajających, dowcipnych momentów, dla których warto serial Amazona obejrzeć. „Jean-Claude Van Johnson” premierę miał w sierpniu 2016 roku i w styczniu tego roku został anulowany. Szkoda, bo to widać popularny ostatnio trend – STARZ anulowało niedawno serial Bruce’a Campbella „Ash kontra Martwe zło”, a Kevin Bacon nie wróci jednak w serialowych „Wstrząsach” (udany podobno pilot nie dostał zielonego światła). Dziwne, że po wskrzeszaniu legend lat 80. i 90. znowu je grzebiemy. Oby nie na zawsze.