„Vampirella”. Co poszło źle? Wszystko. Nawet Talisa Soto nie uratowała filmowej Vampirelli

Talisa Soto w 1996 roku miała na koncie role w dwóch częściach filmowego „Mortal Kombat” i bondowskiej „Licencji na zabijanie”. Nie przepychała się może na bankietach obok Sandry Bullock, ale swoją oryginalną urodą i występami w kasowych hitach zapewniła sobie pewną rozpoznawalność. Kiedy więc w 1995 roku legendarny Jim Wynorski, we współpracy ze swoim mistrzem, Rogerem Cormanem postanowili zrobić filmową wersję słynnego komiksu „Vampirella”, to właśnie Soto została wybrana do tytułowej roli. Mimo że – jak później przyznał sam Wynorski – zupełnie do niej nie pasowała.

Początkowo Wynorski chciał obsadzić w roli seksownej wampirzycy Paulę Abdul, później przekonywał producentów, aby dali szansę Julie Strain, pięknej Playmate, którą z Vampirellą łączyło nie tylko spore podobieństwo fizyczne. Strain doskonale mogła czuć konwencję campowego kina, bo sama była w 1996 roku jego królową. W połowie lat 90. miała już na koncie m.in. rolę w „Witchcraft IV”, kultowej serii która dziś liczy sobie już 16 filmów. W 1995 roku zagrała już u Wynorskiego, w produkowanym przez Cormana horrorze „Sorceress”, gdzie wystąpiła u boku Lindy Blair. Użyczyła też głosu Julie z „Heavy Metal 2000”.

kinopoisk.ru

 

kinopoisk.ru

Producenci uznali jednak, że Soto zagra Vampirellę lepiej, co nie było najlepszą decyzją. Pomijając różnice czysto fizyczne, Soto brakowało krzepy, skąpy strój Vampirelli nosiła dość niepewnie, a czerwone, lateksowe majtasy w kilku scenach dość wyraźnie wrzynają jej się w brzuch, sprawiając wrażenie – zresztą jak najbardziej prawdziwe – że produkcja była kręcona dość tanim kosztem.

Vampirella po raz pierwszy pojawiła się na kartach komiksu pod koniec lat 60. i z miejsca podbiła serca czytelników, tak jak przed nią zrobiła to Vampira, a po niej – Elvira. Ubrana właściwie w paski czerwonego lateksu brunetka pochodzi z planety Drakulon, sielankowej krainy, na której krew płynie w rzekach, a wampiry są łagodnymi istotami z filozoficznym nastawieniem do życia. Wysłana na ziemię przez swoją ginącą rasę Vampirella staje się superbohaterką niosącą pomoc ludziom.

Później jej postać ewoluowała – Vampirella stała się gospodynią komiksowych horrorów i ikoną popkultury, a kino dość szybko się o nią upomniało. Już w latach 70. chrapkę na Vampirellę miała słynna wytwórnia Hammer Films, która w tytułowej roli widziała Barbarę Leigh, modelkę, która wcielała się w Vampirellę na okładkach magazynów i plakatach. Nic z tego jednak nie wyszło, a prawa do ekranizacji niefortunnie trafiły w ręce Rogera Cormana i Jima Wynorskiego, reżysera m.in. „Powrotu potwora z bagien”, „Roboty śmierci” i „Nie z tej ziemi” z Traci Lords w roli głównej. Corman, nazywany papieżem campu tworzy kolejne złe filmy od lat 50. i choć ostatni film wyreżyserował w 1990 roku, to chętnie wcielał się w producenta wykonawczego przy wielu produkcjach pachnących małym budżetem i gumowymi kostiumami potworów.

Corman i Wynorski od razu zabrali się do pracy. Scenariusz „Vampirelli” napisał Gary Gerani, którego jedynym projektem wówczas był „Dyniogłowy”. Skrypt wyszedł fatalnie, ale produkcja musiała ruszyć, bo prawa autorskie miały wygasnąć w ciągu sześciu miesięcy. Corman z Wynorskim pospiesznie załatali największe dziury w scenariuszu. W dużym skrócie, Vampirella przybywa w nim z Drakulonu na ziemię, aby pomścić śmierć ojca zamordowanego przez mniej pacyfistyczne wampiry.
Wynorski, którego trudno posądzić o artyzm i dużą dbałość o szczegóły, pytał retorycznie w wywiadzie z 2013 roku dla strony (re) search my Trash: – Co poszło źle?
I sam sobie odpowiadał: – Już samo montowanie tego filmu było bolesne. Źle wybraliśmy naszą gwiazdę, mieliśmy problem ze związkiem zawodowym w Las Vegas, studio cały czas się wtrącało, w dodatku na planie grasował złodziej, było gorąco i wciąż prześladowały nas wypadki.

W dodatku podobno cała ekipa „Vampirelli” wpadła w szpony hazardu i spędzała w kasynach całe noce, nie przejmując się tym, że rano zaczyna się kolejny dzień zdjęciowy. Pewnie też dlatego wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że zapowiadany niemal od razu sequel filmu nigdy nie powstał. Oglądanie Soto w roli Vampirelli boli, podobnie jak bolesne są naprawdę koszmarne sceny walki, ale to nawet nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ikoniczna bohaterka, która mogła przynajmniej dostać film pokroju „Underworld” (z klejącym się jako tako scenariuszem i dobrze napisaną rolą) skończyła w żenującym paszkwilu, który naprawdę trudno obejrzeć do końca.