„Po północy”. Rutger Hauer i Quentin Tarantino

„Po północy” („Past Midnight”) z 1991 r. to thriller w klimacie noir jakich sporo powstawało na przełomie lat 80. i 90. Film w reżyserii Jan Eliasberg, specjalistki od seriali („Policjanci z Miami”, „Zdarzyło się jutro”) jest jednak w swojej klasie wyjątkowy. Scenariusz napisany przez Franka Norwooda („Driven to Kill”) poprawił sam…Quentin Tarantino. I choć w napisach końcowych nie figuruje jako współautor scenariusza, to występuje w nich jako producent „Po północy”. Jest to jednocześnie jego pierwsza wzmianka na liście płac i pierwszy filmowy credit.
„Po północy” bez wątpienia na tym zyskało, choć nadal pozostaje raczej poprawnym thrillerem z zaskoczeniem, które nie wywołuje w widzu szoku. Kto zabił, można rozgryźć już w połowie filmu, ale nie oto tu tak naprawdę chodzi.
„Po północy” to opowieść o Benie Jordanie, który właśnie wyszedł z więzienia po 15 latach. Karę odsiadywał za zabójstwo ciężarnej żony, którą okrutnie zamordował pewnej deszczowej nocy. Ale czy Jordan rzeczywiście to zrobił? Nie tylko my zadajemy sobie to pytanie. Wątpliwości ma też pracownica socjalna, Laura Mathews, która postanawia wszcząć prywatne śledztwo, a w dodatku wdaje się w romans z Jordanem (trudno ją winić – gra go Rutger Hauer). Kto mówi prawdę? I czy to możliwe, że Ben jest niewinny? A jeśli tak, to kto zamordował jego żonę?

fot. mat. promocyjne filmu

Uznany za niewinnego

„Po północy” to sprawny thriller, którego lwia część rozgrywa się w strugach deszczu. Ma fajny, duszny klimat i nieźle poprowadzone postaci. Zwłaszcza grany przez Hauera Jordan zaskakuje. To nie postać z cwaniackim uśmieszkiem, do jakich Holender przyzwyczaił nas w latach 80. To samotny facet, który poszedł do więzienia niewinny, ale wyszedł z niego odmieniony, twardszy i zgorzkniały. Nie uśmiecha się półgębkiem i nie jest maszyną do zabijania. To ciekawa rola Hauera, warta zobaczenia i to nie tylko przez fanów aktora.

fot. plakat

Zresztą niezłych kreacji aktorskich jest w „Po północy” więcej. Laurę gra Natasha Richardson, zmarła w 2009 r. żona Liama Neesona, aktorka znana m.in. z „Gotyku” i pierwszej filmowej ekranizacji „Opowieści podręcznej”. Jej bohatera to nieco naiwna pracownica społeczna, która ma znaleźć Benowi pracę, a postanawia udowodnić jego niewinność. Konsekwencje tej decyzji będą bardzo krwawe, ale Laura w finale będzie musiała poradzić sobie z nimi sama.
Jej byłego kochanka – a teraz przyjaciela – gra Clancy Brown („Nieśmiertelny”) w nietypowej dla siebie roli pozytywnej postaci. A na dalekim drugim planie debiutuje w „Po północy” Paul Giamatti, dziś ceniony aktor z nominacją do Oscara za najlepszą rolę drugoplanową w „Człowieku ringu”.

mat. promocyjne filmu

Rutger Hauer, geniusz aktorstwa

Niesamowite, jak wiele twarzy miał Rutger Hauer. Po jego śmierci 19 lipca, postanowiłam obejrzeć filmy z genialnym Holendrem, które z różnych powodów zostały zapomniane, a wcale na to nie zasługują. „Po północy” to bez wątpienia jeden z nich.
Gwiazda „Łowcy androidów”, „Ślepej furii”, „Zaklętej w sokoła”, „Krwi bohaterów” i „W mgnieniu oka” ma na koncie blisko 200 ról filmowych i telewizyjnych. W każdej z nich udowadnia, że Hollywood upomniało się po niego nie bez przyczyny. I wynosi nawet najgorsze szroty na wyższy poziom swoją charyzmą i autoironią. Jeśli już za nim tęsknicie, to „Po północy” jest dobrym sposobem, aby tęsknotę przytępić.
Początkowo „Po północy” miało być dystrybuowane w kinach, ostatecznie jednak zaliczyło premierę na antenie amerykańskiej kablówki.
Dla Jan Eliasberg był to pełnometrażowy debiut i jednocześnie ostatni film w dorobku. Potem wróciła do reżyserowania seriali – ostatnio pracowała m.in. przy produkcjach „Gone” i „Bull”.