„Czarne święta”. Bez tego slashera nie byłoby „Halloween”

„Czarne święta” („Black Christmas”) to slasher, który w 1974 r. przetarł szlaki gatunkowi i zainspirował Johna Carpentera do napisania „Halloween”. Podobnie jak w tym drugim filmie, morderstwa widzimy tu oczami zabójcy. I choć nigdy nie poznajemy jego tożsamości, inaczej niż w „Halloween”, w którym znamy jego imię i nazwisko, to wiemy, że jest bezwzględny. A jego ofiary – przypadkowe. Akcja „Czarnych świąt” toczy się w głównie okresie bożonarodzeniowym, w dziewczęcym akademiku. Mieszka w nim kilkadziesiąt dziewcząt, ale większość z nich wyjechała na Święta. Na miejscu zostaje tylko kilka z nich, a opiekę nad nimi roztacza zapijaczona pani MacHenry, która po kryjomu pociąga z piersiówki i tylko symbolicznie pilnuje porządku.
Główną bohaterką „Czarnych świąt” jest Jess, inteligentna studentka, która wydaje się dojrzalsza niż jej koleżanki. Ma sekret: odkryła, że jest w ciąży i wcale nie jest pewna, czy chce nadal być ze swoim chłopakiem Peterem, pozornie subtelnym pianistą cierpiącym na niekontrolowane napady gniewu.

fot. kadr z filmu

Sequele? A po co?

To wkrótce okaże się najmniejszym problemem Jess. Wraz z koleżankami zaczyna odbierać niepokojące telefony, a szybko okazuje się, że wykonywane są one z wnętrza akademika. Nie ma więc drogi ucieczki. Kolejne dziewczyny giną w makabrycznych okolicznościach, a najbardziej przerażające jest to, że ich ciała nie zostają odkryte. Czy to możliwe, że odrzucony Peter wpadł w morderczy szał? A może grasujący po akademiku maniak zabija przypadkowo?

fot. kadr z filmu

Odpowiedzi tak naprawdę nie poznajemy. W końcowej scenie, gdy wydaje się, że morderca został schwytany, w akademiku znowu rozlega się dźwięk telefonu. Napięcie sięga zenitu, Jess nie jest bezpieczna, ale w tym filmie nie będzie oczyszczenia. Zło nie zostanie pokonane, a przyszłość głównej bohaterki jest niepewna.W przeciwieństwie do wielu slasherów, „Czarne święta” nie doczekały się licznych sequeli. Ta historia jest już zamknięta. I bardzo dobrze.
Dzięki temu udało się uniknąć niedorzeczności fabularnych i dziwnych zwrotów akcji, do których przyzwyczaili nas scenarzyści „Piątku trzynastego” i właśnie „Halloween”, choć twórcy najnowszej wersji odcinają się w niej od kolejnych filmów, które powstały na przestrzeni 40 lat.

Nowe „Czarne święta”

Rolę Jess zagrała w „Czarnych świętach” wspaniała Olivia Hussey, szekspirowska Julia z filmu Zeffirelliego, matka Normana Batesa z sequelu „Psychozy”, aktorka, której udało się umknąć zaszufladkowaniu, co wcale nie jest takie proste w przypadku nazwisk kojarzonych z gatunkiem horroru. Na drugim planie, m.in. zmarła niedawno Margot Kidder, czyli Lois Lane z serii filmów o „Supermanie”. Reżyserem filmu jest Bob Clark, zmarły w 2007 filmowiec, dla którego „Czarne święta” były najważniejszym dokonaniem w karierze. W powstałej w 2006 r. nowej wersji filmu, zatytułowanej „Krwawe święta”, brakuje jego umiejętności budowania suspensu i poetyki, której w ogóle brakuje reszcie slasherów. Dla fanów horrorów „Czarne święta” to lektura obowiązkowa. No i  – podobno – to ulubiony horror Elvisa Presleya.
W tym roku premierę będzie miał kolejny remake „Czarnych świąt” – na stołku reżyserskim zasiadła Sophia Takal („Zawsze piękna'), a rolę Jess gra bardzo lubiana przeze mnie Imogen Poots. Co z tego wyniknie, dowiemy się już w listopadzie.