„Panther Squad”. Kino akcji bez akcji

– Jestem tu dla akcji – mówi w jednej ze scen grana przez Sybil Danning Ilona, szefowa oddziału tytułowej drużyny Panter. Jeśli tak, to obie się zawiodłyśmy.
„Panther Squad” to klasyczne kino klasy B z lat 80. Premiera filmu francuskiego mistrza kina eksploatacji – Pierrea Chevalier pod pseudonimem Peter Knight – miała miejsce w 1984 r., a film swoim nazwiskiem sygnuje Sybil Danning – jedna z największych gwiazd filmów z niższej półki, austriacka aktorka, którą na pewno kojarzycie z „Bitwy wśród gwiazd” i drugiej odsłony cyklu „Skowyt”. Tutaj, na czele oddziału komandosek wyglądających jak modelki z teledysku zespołu Mötley Crüe, Danning wyrusza na ratunek światu w skórzanym wdzianku godnym dominy. Musi ocalić międzynarodowy sojusz stojący u progu podboju kosmosu. Czyha na niego eko-terrorystyczna siatka, której członkowie mówią z francuskim akcentem. Terroryści – pod wodzą seksownej Barbary – porywają najlepszą astronautkę sojuszu, by udaremnić powodzenie misji. Na szczęście, Ilona uzbrojona w cwaną taktykę (strażników zwodzi np. prosząc ich, by zrobili sobie z nią zdjęcie) i z pomocą swoich najemniczek ubranych w przyciasne bikini (i stroje popularne w latach 80. wśród fanatyczek aerobiku) położy kres ich knowaniom.

fot. kadr z filmu

„Panther Squad” pewnie dałoby się obejrzeć bez bólu zębów, gdyby faktycznie był to – zgodnie z zapewnieniami twórców – film pełen akcji. Nic z tego. Danning w scenach walki woła o pomoc dublerki albo doświadczonej kaskaderki. Widać, że nie jest zwinna i skoczna, co niestety próbowano nieudolnie zamaskować spowolnieniem sekwencji i rwanym montażem. Jej bohaterka po prostu przechadza się skrzypiąc skórą na każdym kroku, ewentualnie uśmiecha się na tle błękitnego nieba obserwując udane akcje swoich podopiecznych. Ich rola z kolei ogranicza się do bycia seksownymi i zgrabnymi.
Oprócz Danning nie ma tu znanych twarzy: w Barbarę wciela się niemiecka gwiazda kina dla dorosłych, Karin Schubert, kojarzony z „Conana Barbarzyńcy” Jack Taylor to zapijaczony zleceniodawca Panter, a same najemniczki to aktorki jednej roli, albo gwiazdy kina erotycznego. Szkoda, bo filmy tego typu zwykle próbują zadośćuczynić mielizny scenariuszowe fajnie napisanymi bohaterkami. Tu nie ma nawet spójnej historii, czego dowodem jest Ilona w skórze, która mówi bez związku z czymkolwiek, (stojąc w typowo śródziemnomorskiej restauracji, w której ktoś przygrywa na gitarze, a w oddali widać morze): – Jest chłodno.
„Panther Squad” zostało w tym roku wydane na nośnikach Blu-ray.